• Wpisów:24
  • Średnio co: 74 dni
  • Ostatni wpis:279 dni temu
  • Licznik odwiedzin:2 560 / 1871 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Przeglądając poprzednie wpisy naprawdę zastanawiam się, gdzie ja widziałam problemy w swoim życiu. Dlaczego tak bardzo lubiłam się zamartwiać, podczas gdy nie było o co. Wszystko zawsze dało się przezwyciężyć, gdyż było chwilowym załamaniem. Nieudane bajery, nieudany związek, kryzys finansowy, użalanie się nad sobą... Gdy sobie to czytam i przypominam, śmieję się pod nosem.
To, jaka teraz jestem, jak myślę i postrzegam świat w całości "zawdzięczam" wydarzeniom, które miały miejsce po 5 lipca 2016 roku, a mianowicie po wynikach z egzaminów maturalnych.

Jednakże powrócę do poprzedniego wpisu... około półtora roku temu - wrzesień 2015 roku. Ja, szczęśliwa, beztroska maturzystka, która w lipcu '15 zakończyła toksyczny związek i przekonała się, jak życie może być piękne, dumna, pewna siebie jeszcze wtedy siedemnastolatka, wkroczyłam melodyjnym krokiem w klasę maturalną, która miała zmienić diametralnie moje życie (czego, naturalnie, nie spodziewałam się... w sensie tak wielkiej zmiany). Po supertowarzyskich wakacjach, gdzie naładowałam baterie na nowy rok szkolny chciałam się skoncentrować jedynie na tych rzeczach (kolejno): zaprosić K. na studniówkę (i go wyrwać!), zdać prawo jazdy, zająć się studniówką marzeń, a w między czasie przygotowywać się do matury. Szczerze... nie wyszło mi tylko to ostatnie. Najważniejsze w sumie.
Mając cały czas przed oczyma trzecią klasę gimnazjum i to, jak przyswajałam wtedy wiedzę i jak pięknie napisałam testy gimnazjalne, wierzyłam, że identycznie będzie na maturze. Przeliczyłam się. Pierwszym znakiem ostrzegawczym było prawo jazdy. Teorię zdałam za drugim, a praktykę za czwartym. Mogłam już wtedy wyciągnąć wnioski, że nie wszystko przychodzi łatwo, ale to najzwyczajniej olałam.
Na studniówce wyglądałam tak, jak sobie to wymarzyłam, piłam to, co sobie wymarzyłam i tańczyłam z K., którego też sobie wymarzyłam. I do niego zarywałam. I on w końcu to zauważył. I oboje się sobie spodobaliśmy. Ale pojawił się też M. I M. robił to lepiej, walczył, zabiegał, był bardziej zainteresowany. I w sumie on wygrał. Głupio brzmi, ale taka prawda. Zakochałam się. I tak trwam w tym od 30 stycznia 2016 heh
Czas od studniówki do matury minął mi trochę na nauce, trochę na randkach i na opierdzielaniu się. Po egzaminach odetchnęłam, teraz mogę stwierdzić, że wtedy wyłączyłam mózg. Dwa tygodnie celebrowania i do pracy! Moja pierwsza praca. Staż. Prowadzenie sekretariatu starostów. Bardzo miło wspominam tamten okres, chociaż nie byłam sobą w 100%. Grunt, że narobiłam znajomości i to jest wielki plus.
Zaczęło się też wysyłanie podań do uczelni - moich i M., gdyż wyjechał do pracy zagranicę. Zresztą moi rodzice również. Zostałam sama i nikt nie mógł mi pomóc w przywróceniu mnie do pionu.
*5 lipca 2016*
Maturę napisałam wysoko, ale nie dość wysoko, by w pierwszych rekrutacjach zostać przyjętą na tak prestiżowe uczelnie i na taki kierunek.
M. dostał się tam, gdzie chciał, gdzie zawsze marzył.
A ja wybrałam zbyt małą liczbę uczelni. W końcu nigdzie się nie dostałam. Moje ambicje, aspiracje i wymagania wobec własnej osoby legły w gruzach. Dosłownie. Po czasie zdecydowałam się - idę do tego samego miasta, co M. i studiuję w trybie zaocznym. Rodzice nie chcieli finansować mojej fanaberii, więc wymyśliłam sobie - bon na zasiedlenie i praca przez min. pół roku, a później zmiana trybu na dzienne. I tak już zostało. Niestety to jest mój *błąd życiowy, największy błąd mojego życia*. Praca w galerii handlowej w branży odzieżowej + studiowanie zaoczne prawa z chęcią zmiany trybu to jakby upaść na głowę. Żałuję tego niesamowicie. Zważając na fakt, że w sierpniu otrzymałam list od jednej z uczelni, że nie przyjęto mnie z powodu nieprzesłania dokumentów. OLAŁAM TERMINY. Depresja. Płacz. Mój stan psychiczny nie był i nie jest do tej pory najlepszy. Całe te wydarzenia zgięły mnie. Chociaż teraz myślę, że i tak jest lepiej... albo po prostu przyzwyczaiłam się do chujówki
*Kolejny błąd, ale mniejszy* - zamieszkanie razem po 8 miesiącach związku. Za wcześnie. Jakość związku podupadła. Właśnie jesteśmy w trakcie przeprowadzki do osobnych mieszkań, lecz nadal jesteśmy razem. Kocham go, naprawdę, mimo tego, co przeszliśmy mieszkając ze sobą od września '16, to oboje nadal się kochamy. Ostrzegam was, dziewczyny i chłopaki, nie róbcie tak jak ja zrobiłam. Bawienie się w dom na 1 roku studiów to psychodela, która może się źle skończyć.

Mimo wszystko życie mnie przeorało, zweryfikowało. Jeśli nie czujesz się spełniony względem siebie, to nic nie będzie cię w stanie uszczęśliwić. Zmieniło mi się myślenie. Ta cała duma ze mnie spadła, nie czuję się lepsza od innych, bo nie w tym rzecz, aby się wywyższać. Z pokorą patrzę wstecz, bo wierzę, że to co mnie spotkało, ta życiowa porażka, nie jest bezcelowe. Będę walczyć o średnią, aby się przenieść, będę walczyć o związek i będę walczyć o spokój ducha i radość moich rodziców. Chcę dokonać tego, co zamierzam, aby sobie udowodnić, że potrafię, że uczę się z lekcji życiowych.



A co będzie, jeśli mi się znowu nie uda?
  • awatar Humuhumunukuapua'a: Nie warto płakać :) Nasza prawdziwa miłość znajdzie Nas w najmniej oczekiwanym momencie :) przyjdzie mega niespodziewanie :) więc nie warto się martwić na zapas ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Pierwszy września był pierwszym i jedynym tak upalnym dniem w tym miesiącu. Temperatura lekko przekraczająca 30°C pozwoliła trochę bardziej optymistycznie spojrzeć na tzw. "senior year", trzecią klasę liceum, klasę maturalną, czyli, inaczej mówiąc, na czyhającą tuż za rogiem MATURĘ.
Przez ostatni rok nauczyłam się, jak w ciągu paru chwil można diametralnie zmienić swój los i zobaczyć, jak wspaniale czujesz się kończąc nieudany, toksyczny związek; zobaczyć, jak w ciągu kilku dni można zrujnować firmę i zostawić na lodzie swoją rodzinę; pospać 10 minut dłużej i spóźnić się do szkoły, na pracę klasową, do której nie chciało się przygotować, mimo wolnego popołudnia; wcisnąć hamulec o tej 0,5 sekundy za późno...
Życie to kabaret.
  • awatar fame.: @Nefthis: No niby tak, jednakże bardziej niż samego pisania matury, boję się tych wszystkich przygotowań do tego egzaminu, że nie podołam, że odpuszczę
  • awatar Nefthis: Nie ma co demonizować matury. To tylko egzamin, do którego zawsze można podejść po raz drugi, więc moim skromnym zdaniem szkoda czasu na strach :) Życie codziennie uczy nas czegoś nowego.
  • awatar Pućka.⭐: Ja mam ja za rok a juz sie boje... Zapraszam♥
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Moje postanowienia:
1. PRZESTAĆ PALIĆ
2. PRZESTAĆ PALIĆ
3. PRZESTAĆ PALIĆ
4. PRZESTAĆ PALIĆ
5. PRZESTAĆ PALIĆ
6. PRZESTAĆ PALIĆ
7. PRZESTAĆ PALIĆ
8. PRZESTAĆ PALIĆ
9. PRZESTAĆ PALIĆ
10. PRZESTAĆ PALIĆ
11. PRZESTAĆ PALIĆ
12. PRZESTAĆ PALIĆ
13. PRZESTAĆ PALIĆ
14. PRZESTAĆ PALIĆ
15. PRZESTAĆ PALIĆ
16. PRZESTAĆ PALIĆ
17. PRZESTAĆ PALIĆ
18. PRZESTAĆ PALIĆ
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Nie jest z górki. Są chwile zwątpienia, ale i chwile zapomnienia. Chciałoby się, aby wszystko układało się wg naszych wyobrażeń, lecz to nierealne. Życie mi ucieka jak piasek przez palce. Nie mam energii, by coś z tym zrobić.
"Help me make it throught the night..."

♥ pół roku
 

 
Wrzesień minął jak jeden dzień. Tyle się wydarzyło w ciągu tego miesiąca. Jeszcze tak dobrze pamiętam jego pierwszy tydzień. Wszystko przemija, dni upływają, noc się kończy, a dzień zaczyna; tak tydzień za tygodniem, miesiąc za miesiącem. Jest to przerażająco piękne... Czasu nie zatrzymamy, on płynie, a my albo z płyniemy wraz z nim, albo cofamy się do tyłu doprowadzając się do ruiny.

♥ Już idzie trzeci miesiąc odkąd jesteśmy razem. Tylko, że on jest już na studiach. Zobaczymy, co to będzie.
 

 
To wszystko to chyba jakaś iluzja. Zbyt kruche by mogło jeszcze wytrwać.
 

 
Nie trafiłam na imbecyla. Za czwartym razem
 

 

"To jest to, co irytuje mnie najbardziej. Typu: co mnie powstrzymuje? Nic. Jeśli bym chciała, mogłabym wyjść i biec, i biec, i biec, i nie patrzeć za siebie. Mogłabym wstać i po prostu wyjść. Albo w środku egzaminu mogłabym krzyczeć i drżeć, jeśli bardzo bym tego chciała. Albo mogłabym wstać w tej chwili, wyjść na zewnątrz, podbiec do jakiegoś chłopaka i go pocałować - jakiegokolwiek chłopaka. Na tej samej zasadzie jest ze szkołą, gdzie jeśli bym chciała, właściwie mogłabym zdać z bardzo dobrymi ocenami. Mogłabym z łatwością schudnąć, jeśli bym się na to nastawiła. Ale koniec jest zawsze taki sam: Kto Ciebie Powstrzymuje? Ty sam. Boisz się być niewystarczająco dobrym. Boisz się, że ludzie nie zaakceptują cię za próbowanie zrobienia czegoś innego. I to jest to, czego nienawidzę w społeczeństwie, przekonania, że musisz podążać za trendami oraz zakazami i nakazami. Możesz robić co chcesz, być kim chcesz. W każdym bądź razie, jeśli przetrwasz wszystkie niepowodzenia w życiu, ci, którzy ocenili cię za występowanie przed szeregi i dokonywanie zmian, zaczną się podlizywać. A kogo obchodzi, jeśli ci się nie uda? Wstań i spróbuj raz jeszcze. Ponieważ jedyną osobą, która cię powstrzymuje jesteś ty."
 

 
Tak, wpakowałam się jak Andzia w maliny. Obawiam się, że postąpi ze mną tak jak ze swoimi byłymi. Czy to wszystko jest szczere? Może to jakaś intryga? Wpadam w paranoję? Nie chcę pokazać, że ma mnie w garści, lecz wydaje mi się, że jestem w takim momencie, że muszę coś okazać. Codziennie od 1,5 miesiąca ze sobą rozmawiamy, chociaż znamy się prawie cztery. Nie jestem niczego pewna. Nie chcę tego ponownie tego uczucia sprzed roku. A byłam ostrożna. Historia z Danielem mnie czegoś nauczyła. Z Marcinem także. Czas na jakieś podsumowanie. Boję się, a pewność niepewna.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Mam już dość papierosów. Dość wódki. Dość liceum. Dość problemów. Dość bycia na ciągłej spinie. Dość obcasów...
Nie chce mi się brać udziału w tym, co mnie otacza. Po prostu - wycofać się. Ale nie mogę, nie mogę odpuścić. Może to tylko zmęczenie, lecz ja potrzebuję przerwy.
Nienawidzę takich chwil słabości. Chwil, w których tracisz nadzieję na lepsze. Są to momenty zwątpienia znikające nazajutrz. Jednak zawsze po sobie pozostawiają ślad gdzieś w głębi duszy...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Czego nienawidzę w oczach o jasnych kolorach? Nie cierpię tego, że po nich wszystko widać. Tak łatwo można je rozczytać... Wystarczy w nie spojrzeć i już wiadomo o co chodzi. Te ciemniejsze natomiast pozostają wciąż tajemnicze, nieodgadnione i nieprzeniknione. Lubię takie.
 

 
Kurwa, jest zajebiście źle.
I znowu szykuje się powtórka z rozrywki...
Dlaczego trafiam na takich imbecyli??
Ale to chyba nie jest mój największy problem.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
"Topiłem smutki w butelce wódki
Obok Japończyk do lustra pił
Pytam żółtego: "Powiedz, dlaczego
też jesteś smutny?", on na to mi:

Na co komu dziś wczorajsza miłość
Na co komu dziś wczorajszy sen
Po co dalej pić to samo piwo
Kiedy czujesz, że uleciał gaz"


 

 
Noc. Ciemność. Powolnym krokiem idziesz w stronę balkonu. Rozsuwasz delikatnie białą firanę i otwierasz cicho drzwi. Wdech. Świeże, chłodne, sierpniowe powietrze dostaje się do twoich nozdrzy, przeszywa płuca. Podchodzisz do balustrady. Czujesz jak chłód ogarnia stopniowo twoje ciało. Można odczuć zbliżającą się jesień. Patrzysz przed siebie. Gdzieś w oddali, pomiędzy ścianami domów widać światła przejeżdżających od czasu do czasu aut. Ale tu jest spokojnie. Rozglądasz się po posesjach sąsiadów. Nikogo nie ma. Chwytasz się mocno rękami za barierkę. Spoglądasz w rozgwieżdżone niebo. Latarnia zgasła. Jedna sekunda. Jedno mrugnięcie. Spadająca gwiazda... Wpatrujesz się usilnie w niebo. Podziwiasz. Masz wrażenie, że nie jesteś tutaj, ale gdzieś tam, daleko w galaktyce. Latarnia zaświeciła się. Kolejna spadająca gwiazda. Pragniesz, by ta chwila trwała wiecznie. Chwila, w której czujesz się tak bardzo wolnym człowiekiem. Jednak chłód bijący od posadzki już dawno przeniknął przez twoje cienkie skarpetki. Czas wracać. Odrywasz się od balustrady i zmierzasz ku wejściu. Ciepło, jakie uderza w ciebie po wejściu do domu, przytłacza cię. Masz ochotę raz jeszcze tam wyjść. Wyjść i stać całą noc. Jednak już starczy na dziś. Dochodzi północ.
 

 
Gówno warte to wszystko w życiu...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Szczęśliwi ci, którzy nie są zakupoholikami.
Szczęśliwi ci, których nie obchodzą tak bardzo ubrania.
Szczęśliwi ci, którzy nie muszą kupować sobie ciągle ubrań, bo inaczej nie da się żyć.
Szczęśliwi ci, dla których nie liczą się tak bardzo pieniądze...

Wiem, że powinnam się powstrzymać, ale to jest silniejsze. Nie jest łatwo... Pieniądze też mi nie rosną na drzewach.
 

 
Nic mi się nie chce. Siedzę cały czas pod kołdrą z laptopem na kolanach. Po szkole nawet nie tknęłam torby. Nie rozpakowałam się. Nie otworzyłam książek. W środę mam luźne lekcje, więc o to się nie martwię. Przykro mi jest. Nie wiem z jakiego powodu. Wyszłam wieczorem spotkać się z Klaudią. W sumie to spotkanie nic nie wniosło do mojego życia. Może dlatego, że jestem tak cholernie zmęczona i przygnębiona. Jesienna depresja mnie chyba dopadła. Pierwszy raz. Chcę wypełnić tą dziwną pustkę we mnie, dlatego uciekam w zakupy. Nie mam zielonego pojęcia skąd ta pustka się wzięła. Nie mam pomysłu jak ją wypełnić...
 

 
"Sadness is a blessing
Sadness is a pearl
Sadness is my boyfriend
Oh, sadness I'm your girl."
 

 
Mój zakupoholizm się odzywa...
 

 
I wszystko pod kontrolą. Nie piszemy ze sobą (ogólnie się nie kontaktujemy) od 15 dni. Chyba nawet lepiej, że się nie widzimy, bo bym się jeszcze bardziej w to wciągnęła.
Odnawiam stare znajomości. Uwielbiam to, kiedy po dość długiej przerwie znowu widzę się z tą osobą i wciąż mamy tyle tematów do rozmowy.
 

 
Przeszło? Chyba tak. Wczoraj było gorzej. Dziś już się tym nie przejmuję. Kompletnie nic. Czy to beznadziejne uczucie jutro się odnowi? Błagam, nie! Chciałabym wrócić do tego stanu, co miałam w wakacje. Totalny komfort psychiczny; zero myślenia o nim, zadręczania się "czemu?"... Totalna olewka na życie uczuciowe. Gdzie podziała się ta dziewczyna, która mówiła śmiało: "Jestem w związku z wolnością"?! Och, przepraszam, ona od dzisiaj wraca.
 

 
Imprezowanie i poznanie.
Spotkanie i rozmawianie.
Picie i imprezowanie.
Znajomi i spotkanie.
Na koncerty wpadanie.
Picie i imprezowanie.
A w międzyczasie pisanie i pisanie.
Spotkanie i pływanie.
Zdjęcia dodanie.
Pisanie.

A potem kontaktu urwanie.
Nie da się puścić w zapomnienie
Wakacyjnej znajomości wspomnienie,
gdzie chyba powstało zauroczenie.

Charakter ♥